Statystyki,
urzędy, badania rynku, liczby
Jesteśmy
dla niektórych tylko numerami wszyscy
Ponoć
mamy głos, ponoć tu się liczą z nami
Jesteśmy
statystycznymi, zwykłymi Polakami...
Aro
– Statystycznie
Siedząc
na korytarzu szpitalnym, wpatrywałam się w brudnawy błękit
ściany, znajdującej się przez mną. Nie wiedziałam co mam czynić.
Czy zostać, czy wracać do domu? W sumie, nie byłam dla Iwana nikim
szczególnym, nawet się nie znaliśmy, ale to był mąż Niny –
dziewczyny, której szukałam i ta myśl, nie pozwoliła mi go tak po
prostu zostawić samego sobie i opuścić to, przyprawiające o
depresje, miejsce. Czułam się winna mu coś, cokolwiek, z racji
tego, że jeszcze nie odnalazłam dziewczyny, która dla niego była
kobietą życia.
– Kto
jest jego lekarzem prowadzącym? – zapytał mnie jakiś obcy głos,
jednocześnie wyrywając z rozmyśleń.
Rozejrzałam
się najpierw w prawo, a potem w lewo. Byłam zdezorientowana, ale w
końcu dostrzegłam lekarza i wstałam przed udzieleniem mu
odpowiedzi.
– Nie
wiem – powiedziałam.
– Pani
jest jego żoną?
Już
miałam odpowiedzieć, że nie, że ja poszukuję jego żony, a
jestem z policji, ale uznałam, że to nie pomoże całej sprawie, a
może tylko jej zaszkodzić. Z tego co wywnioskowałam z podsłuchanej
rozmowy Darka i Roberta, to Maliccy nie wiedzieli nic a nic o tym
tajemniczym ślubie i wątpiłam, że Nina z Iwanem pragnęli, by
dowiedzieli się z plotek albo ode mnie.
– To
mąż przyjaciółki – skłamałam szybko.
– Niech
ona się do mnie zgłosi, gdy dotrze na miejsce – zaczął, a potem
mi się przedstawił, pewnie po to, bym podała owej przyjaciółce
jego personalia, aby mogła go odnaleźć i dopytać się o męża,
ale...
Co
ja mu miałam powiedzieć? Że możliwe, iż Nina nigdy nie dotrze na
miejsce? Że prawdopodobnie ona może już nie żyć, bo mógł zabić
ją chłopak, który był jej chłopakiem, gdy ona już miała męża?
Brzmiało to co najmniej nieprawdziwie, zakłamanie i nierealnie, ale
kurwa, tak było, albo raczej mogło być i ja sama pragnęłam
wierzyć, że się mylę, i że Nina gdzieś jest, najlepiej cała i
zdrowa.
– Dobrze
– odpowiedziałam. – A czy mogłabym go odwiedzić?
– Tak,
oczywiście, ale jutro. – Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie,
ale w oczach miał coś takiego, co upewniało mnie jedynie o tym, iż
stan Darka jest bardzo poważny i że zdaniem lekarzy, każda chwila
może być jego ostatnią.
Ze
szpitala od razu pojechałam na komendę. Chciałam pomówić z
Patrykiem, wypytać go o wszystko i co tu dużo kryć, miałam
nadzieję, że on wie, gdzie jest Nina. W końcu świat nieraz
widział zakochanych wariatów, co przetrzymywali swoje dziewczyny w
piwnicach. Ci bardziej zaawansowani, nawet w lodówkach, martwe, z
odciętymi stopami, by im już nigdy więcej nie uciekły, ale...
Stemplewski nie wyglądał mi nigdy na takiego psychopatę.
Dziewiętnastoletni
małolat, siedział na krześle i popijał wodę z plastikowego
kubeczka. Nawet nie zerknął w moją stronę kiedy weszłam do
pomieszczenia, w którym się znajdował. Uniósł głowę dopiero
kiedy zasiadłam dokładnie naprzeciw niego i przywitałam się
banalnym cześć.
– Dobry
wieczór – odparł grzecznie, ale jego oczy były pełne odrazy. –
Jestem podejrzany? – zgadywał, choć wyglądał na takiego jakby
stwierdzał fakty, a nie dopytywał.
– Dziwisz
się? – syknęłam, zaskoczona iż ten gówniarz ma jeszcze do mnie
pretensje.
Wzruszył
ramionami i ponownie objął kubeczek dłonią, ale nie poczynił
kolejnego łyka. Nawet nie skierował kubka do ust.
– Nic
nie zrobiłem Ninie – oznajmił ze łzami w oczach. – Nie
mógłbym.
– I
tak po prostu przebolałeś, że rzuciła cię dla innego?
– Statystycznie,
większość miłości gimnazjalnych i licealnych się kończy, nie
trwa po grób. Czy każdy taki chłopak, robi coś tej lasce?
– Nie,
ale nie każda dziewczyna znika bez śladu. Nina zniknęła.
Wbił
spojrzenie w popękany blat stolika. Pokręcił głową.
– Nic
jej nie zrobiłem. Pokłóciliśmy się, szarpnąłem, ale nic...
wyszła. Ona ode mnie, z mojej imprezy wyszła i są na to świadkowie
– przypomniał.
Nie
miałam argumentów, ani wprawy. Nie umiałam dociskać, więc zmyłam
się stamtąd zanim odczułam smak porażki i jeszcze mocniejsze
uczucie złego wypełnienia swoich obowiązków. Czułam się mała,
przegrana i poległa, ale nie miałam ani chwili czasu dla siebie, na
swoje użalanie się. Gdzieś tam, w tym świecie, była ta
siedemnastoletnia Nina Malicka – żona, córka, siostra i
pasierbica. Miałam wrażenie, że ona mnie potrzebuje i że jej
bliscy chcą ponad wszystko jej odnalezienia, a ja jestem po to by ją
znaleźć – żywą lub martwą, ale znaleźć!
Chciałam
udać się do domu, ale po drodze zahaczyłam ponownie o wynajem
Iwana. Wzięłam stamtąd komputer, bezprawnie i bez nakazu.
Problemem stało się hasło. Nie znałam go i po godzinie głowienia
się nad nim, po prostu odpuściłam. Zmęczona położyłam się do
łóżka, ale nie potrafiłam zasnąć. Rano ponownie odwiedziłam
komendę, by sprawdzić czy Patryk zmiękł. Nie zmiękł. Czekał na
wypuszczenie. Miał pewność, że nie możemy go trzymać dłużej
niż czterdzieści osiem godzin. Nie wnikałam skąd wynika takie
jego przeświadczenie. Poszłam sprawdzić co chłopaki znaleźli na
Roberta, bo przecież kazałam im dobrze przeorać przeszłość
Malickiego.
– Tylko
to – usłyszałam od jednego z nich.
Usiadłam,
by przejrzeć te jedną kartkę A4, ale wcześniej rzuciłam okiem po
szaro-zielonym pomieszczeniu, pełnym komputerów i starego typu
szafek, zabezpieczonych zamkami na kluczyk. Jeden funkcjonariusz,
wsparty o ścianę popijał kawkę, którą odkładał na parapet, by
w tym czasie zagryźć kanapkę, a dwóch innych żwawo klikało w
klawiatury.
Jak
się okazało – na Roberta nie było nic, tylko dwa mandaty i jeden
raz zgłoszona kradzież radia samochodowego w dwutysięcznym roku.
– To
wszystko? – nie dowierzałam. Zirytowana rzuciłam kartką na blat.
Ten
blondynek, co wcześniej zagryzał kawę kanapką, podszedł i
zerknął na nagłówek, gdzie oczywiście umieszczone były
personalia Malickiego.
– Było
coś jeszcze – stwierdził. – Ale to dawno było i sprawę
umorzono. Jego ślub się przez to nie odbył.
– Ślub?
– zdziwiłam się.
– Robert
chodził za dzieciaka z taką zgrabniarą. Uprawiali seksy podczas
zabaw w chowanego. Dziecięca miłość. Potem ich drogi się
rozeszły i ponownie zeszły.
– I?
– dopytywałam.
– Miał
kawalerski. Przespał się z nastolatką.
– Co?
– otworzyłam szeroko oczy.
– Miała
poniżej piętnastego roku życia. Zgłosiła gwałt.
– Zgwałcił
ją?
– Nie
wiem. Potem wycofała zeznania, ale narzeczona Robiego wyjechała do
wielkiego miasta, na studia. Ślub się nie odbył.
– Wróciła?
– wnikałam, bo chciałam wiedzieć gdzie mogłabym ją spotkać.
Wątpiłam, że miałaby coś wspólnego z zaginięciem pasierbicy
swojego byłego narzeczonego, ale istniała szansa, że o samym
Robercie wiedziała więcej niż jego obecna żona.
– Tak.
Uczy historii. – Wepchnął pozostałość kanapki do ust tak
głęboko, że niemal się zadławił. Przemielił głośno przy tym
mlaskając i przepił resztką kawy.
Dotarło
do mnie, że ten policjant grubo po trzydziestce, musiał znać
Roberta z lat młodości. Nie wnikałam jednak w to, bo dla mnie
najważniejsze było, że informacje zdobyte od niego, pokrywały się
z tymi zebranymi od Malwiny. Ona też wspominała o tym, że ją i
Ninę, historii uczyła była Malickiego.
Uśmiechnęłam
się ponuro i zapisałam na kartce kilka informacji, głównie te o
byłej Malickiego, które same wynalazłam za pomocą komputera i
tego przemiłego blondyna, który jako jedyny na tym komisariacie
wykazał choćby minimalną chęć pomocy, niedoświadczonej mnie.
Wszyscy inni zdawali się mieć w dupie swoją pracę, obijali się
jak tylko mogli, a życie, zdrowie i bezpieczeństwo Niny oraz
innych, zdawało się nie mieć dla nich żadnego znaczenia.
– Jak
wy szukaliście!? – wrzasnął na kolegów, jednocześnie
pochylając się nad komputerem. – Było jeszcze kilka interwencji
– zwrócił się tym razem do mnie, bo reszta, jak zwykle, nie
wykazywała zainteresowania.
Stanęłam
przy jego boku i podobnie jak on, wpatrywałam się w monitor.
– Przepuszczę
ci to przez drukarkę – zaproponował i nie czekając na moje
potwierdzenie wykonał kilka kliknięć, a potem wręczył w moje
dłonie kartki.
Chciałam
je przestudiować, gdy tylko znajdę się w swoim samochodzie, ale
ledwie trafiłam do holu, a już zaczepiła mnie farbowana, ruda
dziewczyna z dzieckiem na rękach. Od razu, bezbłędnie, rozpoznałam
w niej siostrę Patryka. Martyna, oczywiście, przyszła dopytać się
o brata i zapewnić mnie o jego niewinności.
– On
nic by Ninie nie zrobił – mówiła, jednocześnie zdejmując
przemoczony do suchej nitki kaptur z głowy synka, który strasznie
wrzeszczał. – Cii – powtarzała do niego co jakiś czas,
jednocześnie bujając na wszelakie sposoby. W końcu wsadziła go do
wózka i rozpięła zamek kurteczki, którą chłopczyk miał na
sobie. Kurtka była w miętowym kolorze.
W
moich wspomnieniach cofnęłam się do pierwszego dnia, w którym
szukałam Niny, a wraz z tym dniem pojawiły się głosy awantury
Martyny i jej matki, której byłam przypadkowym świadkiem i
bezstronnym obserwatorem, gdy stałam na klatce schodowej, nieopodal
ich drzwi. Kobieta krzyczała do córki, że ona przynajmniej sobie
dzieci z żonatym nie zrobiła. Potem moje wspomnienia wskoczyły w
moment, gdy wymieniałam kilka zdań z Hubertem i jego żoną w ich
kuchni. Sandra mówiła, iż spotkała szwagra w sklepie z ubrankami
i akcesoriami dla niemowląt. Ułożyłam te wszystkie informacje w
całość i choć bardzo pragnęłam się mylić, to wszystko
wskazywało na to, że mam rację. Dotarło do mnie, że to nie
Robert mógł coś zrobić Ninie, a jej przyjaciółka mogła ją
skrzywdzić, gdy dziewczyna odkryła romans swojego ojczyma. Z
drugiej strony Malicki bywał nerwowy i w mojej skromnej ocenie
nieobliczalny. Na dodatek wiedziałam z zasłyszanych informacji, że
lubił sobie wypić. Przez to wszystko, on też ciągle widniał na
mojej liście podejrzanych. Tylko po prostu mógł nawet nie
pamiętać, że skrzywdził córkę swojej żony, w końcu mógł
mieć zerwany film, prawda?
Nie
mogłam jednak Martyny zapytać wprost o to co łączyło ją z
Robertem i czy cokolwiek ich łączyło. Byłam niemal pewna, że
dziewczyna wszystkiego, by się wyparła. Prościej było ją
śledzić, a najlepiej to przyłapać ich na gorącym uczynku, o ile
ich romans nadal trwał. Jeśli jednak nie trwał, to ciągle
pozostawało dziecko, z którym najprawdopodobniej Robert, utrzymywał
kontakt. Możliwe, że znikomy, ale jednak... utrzymywał. Może
nawet płacił sekretne alimenty? Ciekawe czy przekazywał je na
konto, czy bezpośrednio do rączki?
– Pytałam
o Patryka! – krzyknęła na mnie zbulwersowana, młoda matka.
– Pewnie
wieczorem już będzie w domu – odparłam, wyminęłam ją i
wyszłam.
Rozsiadłam
się wygodnie w moim małym, ciasnym samochodziku i rozpoczęłam
przeglądanie tego wszystkiego co miałam na Malickiego. Dopisałam
też swoje podejrzenia odnośnie jego i Martyny. Wyposażona w takie
poszlaki, ruszyłam do szpitala, a gdy już się tam znalazłam, to
najpierw odwiedziłam automat z kawą, a następnie salę, w której
leżał Dariusz Iwanicki.
– Jak
się czujesz? – zapytałam z progu, darując sobie zbędne
uprzejmości i tytułowanie na pan.
– Jakby
mnie stutonowy walec przejechał. Nina wróciła? Znalazła się?
Podobało
mi się, że facet pomimo że ledwie mówi i wygląda na takiego,
którego wszystko boli, to nie rozczula się nad sobą, a od razu
pyta o żonę.
– Nie.
– Pokręciłam głową i weszłam głębiej. Przysiadłam przy
łóżku. – Chciałam się dostać do jej komputera, ale nie mam
hasła – zagrałam w otarte karty.
– Ulubiony
gwiazdor. Ten z One Direction. Zapiszę ci – zaproponował i
zaczął unosić się na łóżku, z trudem, pojękując przy tym z
bólu, a potem rozglądać się za kartką papieru i długopisem.
Podałam
mu zarówno długopis, jak i kartki, ale te, które były zapisane
informacjami o Robercie, bo innych nie miałam pod ręką.
– Uczepiłaś
się go – zauważył.
– Facet
coś ukrywa – stwierdziłam wprost.
– Nawet
jeśli, to Ninie nic złego, by nie zrobił.
– Nie
mówię, że specjalnie, że naumyślnie i planowo, ale... –
Przymknęłam oczy. – Co jeśli ona coś odkryła, pokłócili się
i choćby ją popchnął, rozbił głowę, zabił i sam wyparł to z
umysłu?
– Za
dużo filmów się naoglądałaś – mówił, jednocześnie bazgrząc
po kartce – co druga litera jest drukowana, a Robert nawet jeśli,
by Ninie coś zrobił, to jako pierwszy też chciałby udzielić jej
pomocy. Źle go oceniasz. On naprawdę ją kocha jak córkę i jak
córkę też traktuje.
– Ale
po rozmowie z Malwiną, wywnioskowałam iż znęcał się nad
rodziną. Interwencje w domu to potwierdzają.
– W
byłym domu, nad pierwszą żoną, być może i się znęcał. Sam
bym się znęcał, jakby nie prała, nie gotowała, dzieciakiem się
nie zajmowała, a sprowadzała koleżanki i chlała równo. Nie dziw
mu się – odpowiedział bardzo powoli, nad wyraz pewny swego.
Właściwie
to mógł mieć rację, bo faktycznie wszystkie interwencje były do
domu Malickiego, gdy ten jeszcze był mężem matki Anny, kobiety,
która najpierw dokonała nielegalnej aborcji, a potem w obawie przed
konsekwencjami lub przed gniewem męża, popełniła samobójstwo.
– Ale
dzieci bije – trzymałam się dalej swojego.
Spodziewałam
się po Iwanie jakieś ludzkiej reakcji, choćby zdziwienia, a ten
tylko wzruszył ramionami i z uśmiechem na ustach, odpowiedział:
– Życie.
– Bawi
cię to?
– Bawi
mnie, że z klapsa co ledwie odrasta od ziemi, czynisz górę Monte
Everest. Ich jest czwórka – przypomniał. – Jesteś matką
choćby jednego?
– Jeszcze
nie.
– Zostaniesz
to pogadamy.
– A
ty jesteś ojcem?
Pokręcił
głową.
– Ale
mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa ma piątkę rodzeństwa.
Matka nieraz ganiała ich z pasem po podwórku. Wszyscy wyrośli na
ludzi. A ja jestem rozpuszczonym jedynakiem i zszedłem na psy –
dokończył jakby samoistnie, jakby to ostatnie zdanie mu się tylko
wyrwało i szybko zapragnął powrócić do poprzedniego tematu. –
Nina faktycznie odkryła, że ojczym ma romans. Szantażowała go.
– Co
to znaczy? Wiem, że była w burdelu? Po co? Iwan, powiedz ile wiesz
– zażądałam niemal histerycznie.
– Dowiedziała
się, że Robert zdradza jej matkę. Postanowiła to wykorzystać. W
inny czas, może by postąpiła inaczej i powiedziała o wszystkim
matce, ale wtedy była na nią strasznie wkurwiona. Zaczęła więc
szantażować Roberta. Jak się potem okazało, czyniła to dla mnie,
bo to dla mnie Malicki zdobywał marihuanę.
– Zgodziłeś
się na to?
– Dowiedziałem
się po fakcie. Mnie też nakłamała, że... nieważne. Po prostu, w
pewnym momencie, Robert jednak powiedział dosyć. Wtedy jej
wpierdolił, przyszła zaryczana do mnie i dopiero wtedy się
dowiedziałem.
– Co
zrobiłeś?
– Najpierw?
Zjebałem jak burą sukę, a potem przytuliłem. No co się tak
patrzysz? – rzucił nagle, pewnie po dostrzeżeniu przerażenia w
moich oczach. – Jak gówno śmierdzi, to nie mówi się, że
pachnie fiołkami. Zachowała się idiotycznie, wkurwiła mnie, to
jej to okazałem. Jestem przeciwny obchodzenia się z ludźmi, jakby
byli jajkami. Jeśli ktoś chce mieć rodzinę ze szkła, to niech
sobie porcelanowe lalki zakupuje, zamiast się żenić, wychodzić za
mąż czy dzieci robić.
– A
burdel?
– Szukałem
starych kumpli. Wiesz, ludzi z mafii, ty tam nie chodzisz.
– Jako
policjant...
– Mam
raka. Umieram. Potrzebuję trawy i nie tylko trawy, by normalnie
funkcjonować. Myślisz, że w takiej sytuacji przejmuję się tym,
że łamię prawo?
Faktycznie,
rozumiałam jego motywacje i powody.
– Kim
jest kochanka Malickiego? – zapytałam wprost.
– Nie
wiem. – Wzruszył ramionami. – Naprawdę nie wiem, nie
interesowałem się tym. Powiedziałem Ninie, że albo niech powie
matce prawdę, od razu, po powrocie do domu, albo zamilknie na wieki,
przy okazji gadając z ojczymem i starając się mu przemówić do
rozsądku. Wytłumaczyć, że tam ma tylko młode, rozchylone uda,
ale rodzinę ma jedną i lepiej, gdyby jej nie chciał zamienić na
inną, bo jej matka, by tego nie zniosła, a i swoją by pewnie przy
okazji taką nowiną, jak rozwód i ponowny ożenek zabił. Ona już
mu nie mogła darować, że tak często pije.
– Matka
Roberta? – podpytywałam.
– Ta.
– Przewrócił oczami i zniżył się na łóżku, by się
wygodniej ułożyć. – Byłem ich sąsiadem długi czas, zanim Nina
się mną zainteresowała. Byłem świadkiem wielu rzeczy. To nie
jest idealna rodzina i czasami widać, że bywa naprawdę ciężko,
ale ja osobiście nie widziałem sensu, by to niszczyć. Sama też
nie doszukuj się sensu, zmień taktykę i znajdź moją żonę,
zamiast grzebać Malickiemu w majtkach i ciekawić się komu wkłada.
Bo czy to ma teraz jakieś znaczenie? To sprawa jego i, kurwa, jego
żony, a nie twoja. Jak ci chłopa brakuje i na niego lecisz, to mu
otwarcie zaproponuj, a nie najpierw badasz konkurencje. – Zaśmiał
się pusto i spojrzał na mnie w taki sposób, jakbym jego zdaniem
była żałosna.
– Bardzo
zabawne. – Oburzyłam się i postanowiłam wyjść. Nie znosiłam
takich ordynarnych chamów, którym się wydawało, że wszystkie
rozumy pozjadali. Zaczynałam współczuć Ninie, nie tylko ojczyma,
ale także męża. Wolałam już nawet nie wnikać i nie dowiadywać
się jak w jego wykonaniu wyglądała ta zjeba, którą jej
zafundował. Postanowiłam jednak go nie słuchać i zawitać
ponownie w domu Malickich.
Drzwi,
standardowo, otworzyła mi matka Niny. Wyglądała gorzej niż
wcześniej. Gdy byłam tu pierwszy raz, to była raczej lekko nabitą,
opaloną brunetką, a teraz? Nagle ubrania zdawały się na niej
wisieć, a ona była blada jak żywy trup. Pomimo fatalnego stanu i
złego samopoczucia oraz bałaganu, który był widoczny już z
korytarza, to zaprosiła mnie do środka i zaproponowała kawy. Przy
szklanym stole siedział sam Robert Malicki. Łypnął na mnie
zmęczonym spojrzeniem, a potem swój wzrok wbił w szklankę pełną
wody gazowanej i chwycił jakąś tabletkę w dwa palce.
– Ma
pan kaca? – podpytywałam.
Zmielił,
chyba, przekleństwo w ustach, ale uczynił to bezgłośnie, tak bym
nie mogła się przyczepić. Wyraźnie było widać, że mnie
ignoruje.
– Zaginęła
córka pana żony, a pan się w tym czasie upija – stwierdzałam na
głos. – Może to ulga. Może zaginięcie Niny jest panu na rękę
– gdybałam dalej.
– Radzę
się zamknąć – wycedził przez zaciśnięte zęby.
– Bo
co? Wyprosi mnie pan?
– Bo
tak, kurwa, powiedziałem! – uniósł się nagle i gwałtownie, nie
tylko głosem, ale także z krzesła i przypieprzył otwartą dłonią
o blat stołu, wykonany zapewne z hartowanego szkła.
Sylwia
w chwilę znalazła się przy mężu i mówiła do niego, niemal
błagalnym tonem, by się uspokoił. W końcu usiadł, dopił wodę
do końca i ponownie zapewnił mnie o swojej niewinności, mówiąc,
że nigdy, przenigdy w życiu nie chciał się pozbyć, żadnego z
dzieci swojej żony, i że nie każdy ojczym jest złem wcielonym.
– To
może pogadajmy na chwilę o czym innym, panie Malicki. Pije pan?
– Tyle
ile statystyczny Polak, dwa litry każdego dnia, oczywiście wody
mineralnej, dla zdrowia – odpowiedział z cynicznym uśmiechem.
– Bije
pan żonę i dzieci?
– Oczywiście,
ale tylko gdy zasłużą. – Ponownie się ironicznie uśmiechnął,
a potem wstał od stołu i wrzasnął na małżonkę. – Zabierz mi
tę kobietę sprzed oczu, bo ją normalnie za moment z drzwiami
wejściowymi wystawię, jak mnie wkurwi! Idę spać! – Skierował
swoje kroki do wyjścia, ale wsparł się ramieniem o jedną ze
ścian, gdy tylko usłyszał odpowiedź Sylwii, brzmiącą:
– Mąż
nigdy nie podniósł na mnie ręki. Niech pani nie robi z niego
tyrana, bez względu na to, co pani o nim myśli.
– Wiem,
że nad pierwszą żoną się znęcał.
– A
wie pani dlaczego? – zapytał Robert, powracając do stołu i
kładąc na nim obydwie dłonie. Pochylił się i spojrzał w moje
oczy, swoimi przekrwionymi. Miał zacięty, zdeterminowany wyraz
twarzy. – Nie wie pani? Mam powiedzieć? Czy sobie darujemy,
mówienie o sprawach, które na tę chwilę, nie mają, kurwa,
żadnego znaczenia!? Co to ma do rzeczy, czy uderzyłem żonę raz,
pięć, czy piętnaście razy na tydzień, nawet jeśli lałbym
obecną!? Ty masz, do ciężkiej cholery, znaleźć może dziecko,
tak!? A nie się wypowiadać, gówniaro, o rzeczach o jakich nie masz
nawet najmniejszego pojęcia! Wykonuj robotę, za którą ci płacą!
Pominę już fakt, że moich podatków. – Odbił od tego stołu i
chciał opuścić kuchnie, bo najwidoczniej już tak mocno się
zagotował, iż zapewne odnosił wrażenie, że jeśli nie opuści
pomieszczenia, w którym i ja przebywam, to mi przypierdoli.
– Wiem,
że pan zdradza żonę – powiedziałam do jego pleców. – Nina
też wiedziała.
– Pani
jest idiotką – stwierdził i żałośnie się uśmiechnął.
– Przyznaje
się pan czy nie?
– Nie
jesteśmy w sądzie, ta kuchnia nie jest miejscem rozprawy
rozwodowej, a pani nie jest sędzią. To temat, który obgadam z
żoną, a nie obcą babą. Proszę opuścić mój dom.
– Chciałabym...
– Nie
ma pani nakazu, więc proszę opuścić mój dom! Radzę to zrobić,
póki jeszcze proszę.
Jego
krzyk mnie tak mocno nie przerażał, jak te spokojnie, rzeczowo
wypowiedziane oczekiwania. Miał rację, co do tego, że nie miałam
nakazu. Nie mogłam się z nim spierać. Brakowało mi argumentów,
dowodów i powodów, by dłużej ich niepokoić, ale i tak byłam z
siebie dumna. Może to nie był najlepszy czas, by Sylwia dowiedziała
się o tym, że mąż ją zdradza, ale... chyba najgorsza w tym
przypadku, byłaby, dla kobiety, całkowita niewiedza, prawda? Ja nie
umiałam biernie stać i przymykać oczy, udawać, że nie widzę, a
jeśli już widzę, to sznurować sobie usta, bo tego oczekiwali
inni. W tym przypadku byli to niewierny mąż i regularnie ćpający
policjant, czyli osoby, niegodne żadnego zaufania.
Wyszłam
przed dom, chwile jeszcze postałam przy drzwiach. Usłyszałam
odgłosy awantury, wrzaski i trzaski. Nic z nich nie rozumiałam.
Byli głośno, ale oboje naraz, więc nie dało się zasłyszeć co
konkretnie do siebie mówią. Byłam niemal pewna, że oni siebie
także nie słyszą, a tym samym nic z tej głośnej wymiany zdań
nie rozumieją. Krzyk Roberta był coraz wyraźniejszy, więc
schowałam się za szeroki filar, który podtrzymywał górny balkon.
Mężczyzna
wyszedł z domu, jednocześnie zakładając kurtkę i klnąc
wyraźnie, mocno podniesionym tonem:
– Spierdalaj!
Weź się ode mnie, kurwa odpierdol. Jeśli ci było tak źle, to
mogłaś odejść. Siłą, kurwa, nie zatrzymywałem! – Na odchodne
pierdolnął drzwiami i to z taką siłą, że trochę tynku
autentycznie się posypało.
Musiałam
przyznać, że tak wkurwionego, to ja go jeszcze nie widziałam.
Przerażał mnie. Postanowiłam poczekać aż mężczyzna wyjdzie za
furtkę i pewnie zaraz po odpaleniu papierosa, by to uczynił, ale
ledwie raz się zaciągnął, a jakaś walizka i kilka luźno
rzuconych rzeczy znalazły się przed drzwiami. Awantura ponownie
rozpoczęła się na całego.
– Ty
jesteś, kurwa, nienormalna!? Popierdoliło cię? – zapytał,
zbliżając palec wskazujący do swojej skroni, a potem przekładając
papierosa z lewej dłoni do prawej. Upuścił go na ziemie, zdeptał
i dosłownie taranem wbił się z powrotem do domu. Ledwie do niego
wpadł, a wyszarpnął żonę na zewnątrz i przyszpilił do jednej
ze ścian. Zaniósł się i uderzył, ale w klinkier. Spuścił głowę
i nabrał powietrza, głośno go potem wypuszczając. – Wezmę
bluzę. – Schylił się po jedno ze swoich ubrań. – Wrócę
wieczorem – zapowiedział i odszedł.
Jestem skolowana, już myślałam,że Nina poprostu mieszka z mężem i zagadka rozwiązany,a ona jednak zniknęła. Denerwuje mnie ta policjantka uwziela się na tego Roberta i juz mam powoli wrażenie, że jej czasem zależy bardziej na tym,aby jemu dopiec niż znaleźć jakieś ślady,które zaprowadzi ja do Niny. A to dziecko siosra Patryka ma z bratem Roberta?:)
OdpowiedzUsuńJestem pewna, że Ninę ktoś jednak przetrzymuje, bo gdyby tak nie było, to pewnie już byłaby w szpitalu, przy łóżku Darka. Zwyczajnie nie jestem w stanie uwierzyć, że mogłaby ukrywać się z własnej woli i z premedytacją narażać na taki stres swojego męża.
OdpowiedzUsuńW Patryka nadal nie wierzę, że coś jej zrobił.
Uważam, że Iwan miał rację, że Nina zamiast szantażować ojca, kiedy dowiedziała się, że zdradza jej matkę, to albo powinna Sylwii powiedzieć, a jeżeli nie chciała tego robić, to zachować to dla siebie. A tak to tylko wyszły z tego same kłopoty.
Już sobie wyobrażam jak wyglądała zjebka w wykonaniu Iwanickiego, kiedy dowiedział się co narozrabiała żonka, ale na plus, że na koniec przytulił i pocieszył.
Tak mi przyszło do głowy, że to nie Robert miał romans z Martyną, tylko Hubert, może to o tym Hubi nie powiedział żonie. Oni starają się o dziecko, ale się im nie udaje, może Hubi przekotłował się z Martynką i mają dziecko, może to o niego chodziło , może to jego miała na myśli matka Martyny, kiedy wypominała jej w kłótni, że ma dziecko z żonatym, tak mi się wydaje. Robert dowiedział się, że brat ma dziecko z Martyną i dlatego kupował prezent dla bratanka, stąd ta kurtka w miętowym kolorze.
Ja rozumiem, że Klaudia bardzo chce odnaleźć Ninę, ale wydaje mi się, że nie powinna w tym momencie mówić przy Sylwii, że Robi ma romans, uważam, że to ani nie miejsce, ani nie czas. To tak naprawdę nie przybliżyło nawet o milimetr śledztwa do odnalezienia Ninki, a tylko i wyłącznie wprowadziło dodatkowy zamęt. Doprowadziło do tego, że dwoje ludzi, którzy w tym momencie najbardziej potrzebują siebie nawzajem, swojej bliskości i siły, pała do siebie niechęcią, nienawiścią, przynajmniej Sylwia w stosunku do Roberta.
Robiego nic tak nie wkurzyło jak wystawienie przez Sylwię jego walizek za drzwi. Wkurwił się niebotycznie, ale muszę go pochwalić, że się powstrzymał i nie uderzył żony, nie powiem, żebym go przesadnie lubiła, bo jednak bywał za surowy moim zdaniem dla dzieciaków, ale straciłabym cały szacunek do niego, gdyby mu teraz ręka poszła.
Trochę szkoda mi Klaudii, która na komendzie jest uważana za swoich kolegów jako… pokraka, kiepska policjantka itd. Żal mi jej, bo w pracy nie ma absolutnie żadnego oparcia, pocieszenia, rady… Trochę też się dziwię, że tylko ona została przydzielona do tej sprawy. Przecież od zaginięcia Niny minęło sporo czasu, na pewno dwie doby i powinni zacząć szukać jej na serio. Jakieś psy tropiące, ekipy powinny przeszukiwać lasy, rzeki… Ktoś powinien zająć się tym na serio, sama Klaudia nie da razy, dowiadując się coraz to ciekawszych faktów na temat rodzinki Malickich. Mam jednak przeczucie, że mimo trudności, mimo tego osądzania i wtykania nosa w sprawy osobiste rodziny Niny, Klaudii uda się dojść do prawdy i przede wszystkim do dziewczyny!
OdpowiedzUsuńRobercik pokazuje kolejny raz rogi. Naprawdę się wściekł, ale gdyby nie miał niczego na sumieniu, gdyby był ogarniętym, porządnym, bezkonfliktowym ojcem, mężem i człowiekiem, nie miałby żadnego powodu do takiej złości. Trudno, takie są procedury… Bo jak policja ma odnaleźć Ninę, skoro nie ma pojęcia co działo się i co nadal dzieje się w jej rodzinie? Klaudia musi szukać przyczyn ewentualnej ucieczki z domu i powodów zniknięcia albo porwania… A Robercik się burzy. Ja tam uważam, że ani on, ani Sylwia nie mają racji w tym, że sprawy osobiste tej rodziny są mało ważne, bo niby najważniejsza jest Nina. Gówno prawda. Jeśli uciekła – miała jakiś powód. Jeśli ktoś ją porwał – miał jakiś powód. Nic nie dzieje się bez przyczyny. A wybuch gniewu Roberta wskazuje tylko na to, że ma coś sporego na sumieniu.
Właściwie nie wiem jak to teraz rozgryźć… Po tym rozdziale mam przeczucie, że Robert ma romans z siostrą Patryka, że jest ojcem jej dziecka itd., i że Patryk nic dziewczynie nie zrobił. Tylko tyle.
"przez mną" - pierwsze zdanie
OdpowiedzUsuń"moich podatków" - chyba zabrakło przed tym "z"
Czy w każdej rodzinie musi być przemoc? I wcale nie widzę usprawiedliwienia dla Malickiego za bicie poprzedniej żony, bo piła. Może i dobra żona z niej nie była, ale do cholery, to nie powód by kogoś lać. Jak się nie podobało mógł po prostu odejść albo inaczej spróbować sprowadzić ją do normalności, by się ogarnęła. Teraz mam ochotę wpieprzyć Malickiemu taki porządny łomot, że by chyba nie przeżył. Nie lubię gościa tak mocno, że za każdym razem, gdy się wkurza jak tutaj, pod koniec, mam ochotę rzucić w niego lodówką.
W kryminalnych sprawach warto mieć dobrą pamięć i pamiętać wszystkie szczegóły, potem człowiek nie jest zdziwiony :D.
OdpowiedzUsuńTeż mi się wydało dziwne, zwłaszcza teraz skoro prosi kogoś o sprawdzenie informacji o osobach, że nadal Klaudia pracuje sama. Mogliby chociaż przydzielić jej partnera, może by nic nie robił, ale po prostu był. Tak dla niepoznaki czy coś. Denerwuje mnie tymi swoimi docinkami do wszystkich i trochę, jakby nienawidziła wszystkich mężczyzn, chociaż nie powiem, aby tych, których teraz poznaje, szczególnie miała lubić. Jednak w ostatecznej scenie może powinna zareagować? Chociaż to byłoby nieco dziwne, w końcu sama dolała oliwy do ognia.
Moim zdaniem agresja wobec drugiego człowieka, to zawsze koniec argumentów słownych i poddanie się na polub wychowawczym. Rodzic wykorzystuje swoją przewagę siłową. Nie tak się wychowuje dzieci. Jedni są za biciem, jako takim, drudzy nie. Ale czy nie istnieje jakiś środek pośrodku? Może do dziecka czasem się nie da trafić, ale jeżeli rodzic życie w zgodzie z dzieckiem, to myślę, że to jest jakieś rozwiązanie. Tylko obie strony muszą chcieć. Z maluchem może ciężko sobie poradzić, ale nie jestem skłonna do przychylenia się nawet do tego klapsa. Ewentualnie bardzo rzadko i jako ostateczność. Ale to indywidualna sprawa.
Nie mam pojęcia, gdzie jest Nina, ale może ma to jakieś powiązanie z tym burdelem? Może ktoś ją porwał właśnie tam? Tylko po co, jak?
Pozdrawiam